turn me on.
środa, 7 marca 2012
I
- Mam dość! - krzyknęła głośno Mia. Wybiegła na ulice Londynu. Była już noc, jednak miasto tętniło życiem. Za rogiem słychać było stłumioną muzykę z pobliskich klubów. Dziewczyna usiadła na ławce i rozpłakała się. Ponownie ją uderzył. Znów robi to samo, chociaż obiecał, że to się nigdy nie powtórzy. - Mężczyzna życia, do cholery - bełkotała przez łzy. Usłyszała czyjeś kroki, po chwili ujrzała zarys ludzkiej postury. To był on. Bała się. Ezra potrafił być nieobliczalny. Uklęknął przed nią, a ona w świetle lampy ujrzała w jego oczach łzy i skruchę. - Kochanie, wybacz. Poniosło mnie. Wiem, że obiecałem, że już nigdy nie podniosę na ciebie ręki. Ale.. Proszę, wybacz. - mówił. Zawsze w takich sytuacjach Mia wtulała się w niego zapominając, że przed chwilą ją boleśnie spoliczkował. Jednak tym razem postawiła się - Właśnie. Tyle razy obiecałeś a ja głupia dałam się nabierać. Nie wierzę ci. Boję się ciebie, rozumiesz? Chcesz tego? Chcesz!? - krzyczała zalewając się łzami. Po chwili wstała i głośno szlochając pobiegła przed siebie. - Będziesz tego żałowała, podła szmato! - Usłyszała za sobą. Nie mogła uwierzyć, że kochała takiego drania. A raczej.. że kocha takiego drania. Wbiegła w wąską uliczkę i przystanęła. Nie mogła powstrzymać rzeki łez. Przeszukała kieszenie, wyciągnęła z nich chusteczkę, telefon oraz parę funtów. Postanowiła pojechać do swojego brata, z którym zawsze dobrze się rozumiała. Złapała taksówkę. Po godzinie drogi była pod domem. Niepewnie nacisnęła dzwonek do drzwi modląc się, by nie obudzić bratanka. Po chwili usłyszała zgrzyt przekręcanego klucza, w drzwiach ujrzała Nathalie - swoją bratową. - Mia? Co ty tu robisz? Wchodź. - rzekła zdziwiona Nathalie i odsunęła się robiąc przejście. - Kto to? - z gabinetu doszedł głos. Mężczyzna nie czekał odpowiedzi, bo w tym samym momencie wyszedł z pokoju. - Mia? - zdziwił się. - No cześć, Louis. - odrzekła dziewczyna. Rodzeństwo powitało się ciepłym uściskiem. Z pierwszego piętra dochodziło szlochanie dziecka. - Oho, Mike się obudził - powiedziała pani Thomas i poszła na górę. Louis zaprosił siostrę do salonu. Oboje usiedli na kanapie. - Uderzył cię, prawda? - Zapytał Lou. Po tym pytaniu Mia rozpłakała się na dobre. - Wiedziałem. Wiedziałem, że ten skurwiel cię skrzywdzi! - krzyczał rozwścieczony mężczyzna. - Ciszej, obudzisz małego - przypomniała mu Mia. - Chciałabym tylko przenocować i jutro mnie nie ma. - stwierdziła. - Chcesz wracać do tego dupka? - drążył Louis. - Ani mi się śni. Zostajesz tu, jutro pojadę tam po twoje rzeczy i koniec dyskusji. Nie pozwolę, żeby ten sadysta bił moją siostrę. Idź spać, mała, jesteś przemęczona. - powiedział, przytulił ją mocno i wrócił do swojego gabinetu. Dziewczyna pospiesznie wzięła zimny prysznic i poszła do swojego pokoju. Był to jej rodzinny dom, rodzice zginęli trzy lata temu w wypadku, więc zamieszkał w nim Louis z żoną i rocznym synkiem a Mia wyprowadziła się do swojego "kochającego narzeczonego". Jej sypialnia nie zmieniła się, wszystko było tak jak w dniu wyprowadzki. W końcu te parę lat temu brat jej obiecał, że zawsze będzie miała w tym domu swój pokój. Bezsilnie opadła na łózko wylewając potok słonych łez. Złapała w dłonie misia. - tęskniłam, panie Codie - powiedziała do guziczkowych oczu i wtuliła się w miękki plusz. Nie miała już sił. Zasnęła.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)